kogo spotkasz w kinie


kogo spotkasz w kinie kto chodzi do kina kino ludzie w kinie typy ludzi w kinie

W zasadzie mogłam nazwać ten post "Dlaczego nie lubię chodzić do kina" i też by pasowało. Dla mnie chodzenie do kina naprawdę graniczy z bezsensem i jedyną tego zaletą jest oczywiście to, że można zobaczyć film wcześniej niż czekając aż wyjdzie na DVD. Ale poza tym - same minusy chodzenia do kina i same plusy oglądania filmów w domu. W domu mogę oglądać film na leżąco, na siedząco, na stojąco, w pozycji kwiatu lotosu i w każdej innej pozycji jaka przyjdzie mi do głowy. W domu w każdej chwili mogę zatrzymać odtwarzanie i udać się do toalety - i wcale nie muszę potem biec prawie łamiąc przy tym nogi,  żeby nie umknęło mi z filmu nic ważnego - bo film w domu na mnie poczeka! W domu każdej chwili mogę zaspokajać swoje zachcianki kulinarne - i nie ważne czy mam ochotę na wino, tosta, czy jakieś wykwintne, skomplikowane danie. W domu sama dobieram sobie towarzystwo do seansu - mogę oglądać film sama, z chłopakiem, lub w większym gronie znajomych - ale zawsze mam pewność, że będą to osoby które znam, lubię i które sama wybiorę.
A propos ludzi - stworzyłam listę typów ludzi w kinie...

W ramach wstępu - mała anegdotka
Ostatni raz byłam w kinie parę miesięcy temu na filmie Pod Mocnym Aniołem. Zawsze celowo, jeśli już decyduję się iść do kina, to wybieram seanse o wcześniejszych, przed popołudniowych godzinach, żeby pielęgnować moją kinową aspołeczność i mieć na sali do czynienia z jak najmniejszą liczbą osób. Na owym seansie nie było tłoku, na sali było mniej niż 20 osób, więc miałam nadzieję, że nie będzie tak źle. Niestety było źle, a wszystko działo się tak, że sama miałam wrażenie, że jestem w jakimś filmie, albo przynajmniej w ukrytej kamerze. 
Oczywiście ktoś musiał jeść. I oczywiście musiało się zdarzyć tak, że mając do dyspozycji całą, wielką salę kinową, ten Człowiek Jedzący siedział akurat za nami. Menu: standard kinowy - czipsy. Na początku próbowałam go ignorować, ale kiedy zaczęły mnie zalewać fale gorąca z irytacji, wiedziałam, że mogę zapomnieć o miłym oglądaniu filmu. Wszystko co słyszałam, a raczej wszystko na czym się skupiłam, to wkładanie wielkiej łapy do torebki z czipsami, a potem wkładanie czipsów tą wielką łapą do buzi i chrupanie, przeżuwanie - a wszystko to zaraz za mną, niemal zaraz nad moim uchem! Ten człowiek nawet nie starał się być cicho! Moje nerwy puszczały, aż w końcu uratował mnie mój chłopak który po prostu zwrócił uwagę Nienajedzonemu. I była cisza. Przez minutę. Teraz ktoś po mojej prawej stronie, w moim rzędzie, zaczął ziewać. Raz po raz, nie zamykając ust, nie starając się być cicho, co minute wydawał głośny i donośny zieeew. Szlag mnie trafi - myślę sobie, ale staram się nie tracić ducha kinomaniaczki i oglądam dalej. Kiedy ziewanie po prawej ustało, nagle po lewej, dwa miejsca od mojego chłopaka, jakiś facet zaczyna nerwowo tupać nogą, trząść nią, no po prostu stukać stopą o podłogę jakby był bardzo nadpobudliwy albo znudzony. I to było jak koncert: trzy ziewnięcia z prawej, dwie minuty tupania z lewej. Czułam się jakbym to ja dostawała jakiejś paranoi, a że jestem osobą, która naprawdę ma duże problemy ze skupianiem się i każdy niepożądany dźwięk, ruch mnie rozprasza i zaburza spokojne odbieranie filmu, seans miałam spalony.

KOGO SPOTKASZ W KINIE



wiecznie nienajedzeni
Moja największa zmora kinowa. Ale pomijając już moje osobiste fanaberie, to chyba zwykła, ludzka kultura nakazuje nie żreć w kinie. Albo przynajmniej jeść sobie cicho ten popcorn, a nie batony i czipsy które tak bardzo szeleszczą. Zawsze, przysięgam zawsze, zadaję sobie to pytanie: czy ta kobieta nie mogła wyjąć tego batona z torebki przed seansem i teraz musi w niej szperać hałasując. I czy tych czipsów - skoro już jest się takim głodomorem i nie można wytrzymać dwóch godzin bez jedzenia - nie można było przesypać w domu do plastikowego pojemniczka, zamiast szeleścić na całe kino? Dziwi mnie serio, że ludzie nie wpadają  na takie proste sprawy i rozwiązania. Są jeszcze ludzie którzy uważają się chyba za sprytnych i z sięgnięciem np. po czipsy czekają do momentu aż w filmie zrobi się głośno, będzie jakiś wybuch na ekranie, albo samochodu będą głośno pracować, ale to i tak jest słyszalne, to i tak rozprasza i jest denerwujące.

komentatorzy
To są tacy ludzie, którzy mają taką wrodzoną potrzebę wyrażania swojego zdania, że nie mogą się powstrzymać. I to dzięki nim nasz seans będzie wzbogacony o dodatkowe komentarze na temat wyglądu aktorów, albo tego co zaraz z pewnością wydarzy się na ekranie.

rozbawieni przekleństwami
Myślę, że na temat tej grupy ktoś powinien kiedyś napisać jakąś pracę, albo zrobić jakieś badania. Kiedy w filmie (zwłaszcza polskim) są przekleństwa, wiadomo, że są osoby, które będą się śmiały. Nie ma nic dziwnego jeśli jest to film gdzie przekleństwa mają mieć w sobie zabarwienie humorystyczne (od razu przychodzi mi do głowy Dzień Świra), ale jeśli to jest poważny czy zwyczajny film i są tam zwykłe przekleństwa - nie po to żeby widza rozbawić - a kilka osób na sali się śmieje, jakby pierwszy raz usłyszeli brzydkie słowo, to nie wiem dlaczego. Jeśli przekleństwo wypowiada ktoś pijany, to już w ogóle, napad śmiechu.

przyjaciółki które nie mogą się nagadać
Kiedy byłam w kinie na chyba Incepcji, w moim rzędzie, dwa siedzenia obok mnie, trafiła mi się grupka kobiet po trzydziestce idealnie pasujących do tej kategorii. Pań było cztery, wszystkie były bardzo ożywione i bardzo rozmowne. Od momentu jak tylko usiadły, zaczęły prowadzić fascynujące konwersacje. O jakiejś imprezie, o  drinkach, o aktorach, takie tam. Nawet nie próbowały być cicho, ale dopóki w kinie jest jasno, a na ekranie pusto, nie ma się co czepiać. Kiedy pojawiły się reklamy, panie dalej prowadziły żywe rozmowy nieściszonym głosem, dzięki czemu znałam już przeżycia poprzedniego tygodnia co najmniej trzech z nich. Kiedy film się zaczął one ciągle jeszcze wymieniały się opiniami o aktorze który grał główną rolę, by w końcu, po kilku minutach, z daleko wyczuwalnym smutkiem, uciszyć się.

ludzie z dziwnym poczuciem humoru
Są to ludzie którzy śmieją się w głos w dziwnych, nieśmiesznych momentach. I zawsze się zastanawiam z kim jest coś źle - ze mną - bo mnie to nie śmieszy, czy z nimi - bo śmieją się z nieśmiesznego?  

piwosze
Czy jest większa wiocha, większy obciach i większy dowód na brak mózgu jak iść do kina z piwem?
Nie ma - i zawsze kiedy słyszę w kinie dźwięk otwieranego piwa - albo nawet lepiej - czuję jego zapach - zastanawiam się dokąd zmierza ta ludzkość.

nadpobudliwi
Czy znacie takich ludzi którzy cały czas nerwowo trzęsą nogą i od tego ich trzęsienia trzęsą się też najbliższe im siedzenia? Jeśli znacie to wiecie o czym mówię, jeśli nie to lepiej żebyście nie mieli okazji ich poznawać.

spóźnialscy
Zawsze zastanawia mnie czy serio tak trudno jest ustawić sobie tak obowiązki, żeby zdarzyć do kina na czas? Zwłaszcza, że reklamy przed filmem trwają bite 15 minut - więc jak widzę, że ludzie wchodzą na salę już po reklamach, kiedy film się zaczął, zastanawiam się czemu nie wyszli z domu 5 minut wcześniej? Czy warto płacić za bilet jeśli nie zobaczy się początku filmu - który to mógł być kluczowy dla całej fabuły? Zdarzało się, że widziałam jak ludzie przychodzili na sale pół godziny po rozpoczęciu filmu - co jest już dla mnie prawdziwą zagadką.

biznesmeni
Telefony, telefony. Znowu kwestia zwyczajnej kultury i dobrego wychowania - jak wchodzę do kina to telefon wyciszam. Na każdym filmie jest ktoś komu telefon zadzwoni, albo ktoś kto rozprasza kinową ciemność światłem ze swojego smartfona.

zaspani
Kiedyś naprawdę dziwił mnie w kinie odgłos chrapania i kiedy go słyszałam, od razu automatycznie rozglądałam się co się dzieje. Teraz już żadne chrapliwe pomruki mnie nie dziwią, po prostu szkoda mi tych ludzi (zawsze tylko mężczyźni!) którzy płacą nie za film, a za miejsce do spania - i to jeszcze niewygodne!


I to właśnie dzięki niektórym grupom z mojej listy nie lubię chodzić do kina. Co parę miesięcy popełniam ten błąd i decyduję się jednak pójść na jakiś film. Ostatecznie po seansie ZAWSZE moja złość na gatunek ludzki zdecydowanie przewyższa mój zachwyt albo niezachwyt nad filmem. Jeśli ktoś pójdzie ze mną do kina, jest 99% szans na to, że po wyjściu powiem: więcej do kina nie idę. Chyba, że jest to kino studyjne, gdzie na sali oprócz nas są dwie osoby - wtedy to co innego; )

4 komentarze:

  1. Woe, lista spora jak na niechec do kina. :-) Rozbawil mnie facet z tupajaca noga hahah :D Do tego dorzucilabym pieszczaca sie pare na kanapie w ostatnim rzedzie, a tego nie zycze nikomu! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. mnie najbardziej denerwuja ludzie ktorzy pija i objadaja sie popcornem i go rzucaja gdzie popadnie oczywiscie w innych :)
    http://zielonoma.blogspot.it

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiecznie nienajedzeni i komentatorzy to dla mnie dwa najgorsze typu.. Ja staram się nie jeść w kinie, a jak już to popcorn z kartonowego pudełeczka, a tu przylezie taki z chipsami i szeleści ci przez pół filmu.. Otwiera mi się wtedy nóż w kieszeni..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! : ) Dla zachowania ciągłości konwersacji na pytania odpowiadam pod moimi postami.